O nas

Hej, to my! Siostry Cooka. Zajrzyj do nas po więcej 🙂

Wyszukiwarka

Ostatnie komentarze

26 czerwca 2025 | Podróże | 0 komentarzy

boat on sea near rocky mountain during daytime

Co warto zobaczyć w Albanii – od plaż po góry

Wyobraź sobie miejsce, gdzie możesz rano wygrzewać się na rajskiej plaży, a popołudniem pić kawę na wysokościach z widokiem na góry rodem z bajki. Albania naprawdę potrafi zaskoczyć – i to pozytywnie. Nie jest jeszcze tak zadeptana jak popularne kierunki w Europie, a oferuje wszystko, czego podróżniczka może sobie zażyczyć. I jest turbo różnorodna. Pokażę Ci kilka miejsc, które warto zobaczyć – nie tylko te, które znasz z Instagrama, ale też perełki, o których być może nie słyszałaś.

Ksamil – albańskie Malediwy, ale z większą ilością baklavy

Zacznijmy od największego hitu, bo pewnie i tak na niego czekasz. Ksamil to ten moment, kiedy po raz pierwszy widzisz kolor wody i zastanawiasz się, czy twoje okulary przeciwsłoneczne nie mają jakiegoś filtra „raj”. Totalnie turkusowo. I aż się prosi, żeby wrzucić to na stories.

Mieścina sama w sobie jest niewielka, więc nie oczekuj szalonego nocnego życia. Ale właśnie w tym tkwi jej urok – jest spokojnie, kameralnie i mega klimatycznie. Plaże są małe, zatoczkowe, z białym piaskiem przywożonym z innej części wybrzeża (serio!) – niektórym się to nie podoba, ale efekt robi robotę.

Ciekawostka? Do niektórych wysepek przy Ksamilu możesz dojść brodząc w wodzie po uda. Można też wypożyczyć rower wodny i zrobić mini rejs – koniecznie zabierz coś na piknik i dużo wody, bo na wyspach nie ma nic oprócz przyrody.

Jak dojechać do Ksamila?

Najłatwiej przez Sarandę – to większe miasto portowe, oddalone o jakieś 15 minut jazdy autem. Do Sarandy dopływają promy z Korfu (więc może warto zacząć wakacje w Grecji, a zakończyć albańską przygodą?). W Sarandzie jest więcej noclegów, barów, klubów – jeśli chcesz równowagi między słodkim lenistwem a wieczornym drinkiem na dachu.

Butrint – starożytna historia w środku dżungli

Skoro już jesteśmy w południowej Albanii, to rzut beretem od Ksamila masz jedno z najbardziej zaskakujących miejsc w tej części Europy – Park Narodowy Butrint. Serio, nie spodziewasz się, że w środku zarośli i bagien (brzmi zachęcająco?) znajdziesz potężne ruiny antycznego miasta.

Spacerujesz tam wśród amfiteatrów, łaźni, świątyń i bizantyjskich kościołów po drewnianych kładkach – trochę jakbyś oglądała Netflixowy dokument o jakiejś zaginionej cywilizacji. Miejsce jest wpisane na listę UNESCO i zasłużenie – to nie tylko ciekawostka archeologiczna, ale też mega romantyczny plener zdjęciowy.

Berat – miasto tysiąca okien (i zerowości w twoim telefonie)

Jeśli chcesz poczuć inne oblicze Albanii – białe domki na wzgórzu, ciepłe światło popołudnia i święty spokój – Berat przyciąga jak magnes. Nazywane Miastem Tysiąca Okien, bo faktycznie, domy z bielonego kamienia układają się na wzgórzu i każdy zdaje się mieć więcej okien niż metrów kwadratowych.

To jedno z najstarszych miast kraju, a jego stare miasto Mangalem pachnie historią, chlebem z piekarni i winem domowej roboty. Można pić espresso w kawiarni z widokiem na rzekę Osum i patrzeć, jak czas sobie po prostu płynie.

No dobra, a co do tego zasięgu – może być słabo z internetem w niektórych punktach. Ale to nawet lepiej, bo naprawdę warto porzucić scrollowanie TikToka i zanurzyć się w miejscu.

Gjirokastra – kamienne marzenie architekta

To miasto to prezent dla wszystkich, którzy uwielbiają piękne detale, klimat Orientu i zapach jedzenia niesiony uliczkami. Gjirokastra (czyt. Dżi-ro-kas-tra – wiem, brzmi jak zaklęcie) to miasto-muzeum, dosłownie. Całe Stare Miasto jest wpisane na Listę UNESCO za swoją osmańską architekturę i brukowane zaułki.

Są tu kamienne domy z bajkowymi dachami i oknami, które przypominają o tym, jak wyglądał świat, zanim zdominowały go katalogi IKEA. Możesz odwiedzić dawny dom-dworek miejskiej rodziny, zamieniony w muzeum, wejść na twierdzę z widokiem (serio, robi wrażenie!) i kupić ręcznie tkany dywan bezpośrednio od starszych pań, które rozmawiają ze sobą coś pomiędzy albańskim a greką.

Tip: Zjedz lokalne qifqi (kulki ryżowe z miętą) – wyglądają niepozornie, ale są jak comfort food dla duszy podróżniczki.

Przełęcz Llogara – droga, której nie zapomnisz

Wyobraź sobie serpentyny szosą prowadzącą przez góry, na której co chwilę masz ochotę się zatrzymać i wzdychać z zachwytu. Przełęcz Llogara to nie tylko droga z punktu A do B, ale jedna z głównych atrakcji albańskiego wybrzeża. Widoki jak z drona, choć cały czas jesteś w aucie (albo na skuterze, jeśli jesteś odważna).

Samo przeżycie jazdy to jedno – ale jeszcze lepiej jest zatrzymać się w Parku Narodowym Llogara, rozłożyć koc i po prostu… być. Świerki, powiew chłodnego górskiego powietrza i totalny kontrast do plażowego klimatu.

A jeśli lubisz challenge: wejdź na szlak do Przełęczy Cesarza – szczytu o tej cudownej nazwie (Cesar Pass). Trasa w górę zajmuje ok. 2 godziny, ale punkt widokowy na koniec wynagradza każde potknięcie o korzeń.

Theth – góry, które pokazują Albanię z zupełnie innej strony

Nie będę owijać – żeby dotrzeć do Theth, trzeba się trochę postarać. Droga (choć coraz lepsza) jest wymagająca, ale gdy już się tam znajdziesz… wow. Właśnie tutaj wielu podróżników zostawia serce (i trochę łydki, bo szlaków do chodzenia jest sporo).

Theth to mała górska wioska w sercu Albańskich Alp, które miejscowi nazywają Górami Przeklętymi. Mimo tej mrocznej nazwy – energia tego miejsca totalnie oczyszcza głowę. Jest rześko, zielono, czas zwalnia do poziomu „a może by tak zostać na kolejną noc?”.

Must see: Blue Eye of Theth – naturalne źródło o krystalicznej wodzie. Można dojść pieszo – ok. 3-4 godziny w dwie strony – lub trochę skrócić trasę autem 4×4. Woda jest lodowata, ale wiele osób wchodzi. Ja nie dałam rady – patrzyłam z koca i piłam sok z owoców leśnych, też warto.

Noclegi w Theth

Nie licz na hotel z basenem – nocujesz w guesthousach prowadzonych przez lokalne rodziny. Często z widokiem na góry, pysznym jedzeniem i absolutnym brakiem pośpiechu. Rano słyszysz dzwonki owiec i cicho wypijane espresso.

Jezioro Komani – rejs jak przez fiordy

Jeśli masz chwilę w północnej Albanii – nie pomijaj Komani. Jezioro otoczone jest stromymi zboczami i skałami w stylu… trochę jak norweski fiord, tylko w wersji Bałkanów i z mniej rygorystycznym podejściem do przepisów BHP.

Z portu w Koman wypływają promy i motorówki aż do Fierze, często z ludźmi, kozami i bagażami w stylu „dom na tydzień”. Ale dla turystek to jedna z najbardziej widokowych atrakcji w całym kraju. Wybierz poranny rejs – światło jest wtedy miękkie, a woda jak lustro.

W okolicy można też kajakować, biwakować i spać w glampingu z widokiem na jezioro. Bez żartów – działa tam parę miejscówek, które przypominają skandynawski design w środku Albanii. Komani to magiczne miejsce na reset.

Tirana – stolica, która nie udaje, że jest „jak w Paryżu”

Okej, Tirana to nie pierwsze, co przychodzi do głowy przy planowaniu wakacji w Albanii. Ale warto dać jej szansę, choćby na 1-2 dni. To miasto w totalnej przebudowie: trochę chaos, trochę retro, sporo koloru – ale właśnie dzięki temu ma osobowość.

Spacer po Blloku – dawnej dzielnicy oficjeli partyjnych – dziś to hipsterskie centrum z muralami, kawiarniami i modnymi second-handami. Poszukaj bunkrów przerobionych na muzea lub kluby (tak, istnieje klub nocny w bunkrze jądrowym).

Jeśli lubisz współczesne muzealnictwo – idź do Bunk’Art albo do Muzeum Historii Narodowej (to z ogromną mozaiką na fasadzie). A potem idź na obiad – kuchnia w Tiranie jest petarda: od arancini z twistem po lokalne fergese z grillowaną papryką i serem.

Tirana nie udaje, że chce być drugim Mediolanem. I dobrze – jest sobą. Szczera, nieco chaotyczna, ale pełna energii.

Mały bonus: jedzenie. Bo nie można pominąć jedzenia

Albańska kuchnia to coś, co zaskakuje każdego foodie. Trochę Grecji, trochę Włoch, sporo Bałkanów – ale wszystko zrobione po swojemu. Lokalne sery, świeże owoce morza (szczególnie na południu), pity, mięsa z grilla, dolmy, baklawy… Można żyć z dnia na dzień tylko przy stole.

No i kawa! Albania jest totalnie kawowym krajem. Espresso piją wszyscy i wszędzie – nawet na przystanku autobusowym pod chmurką.

Gdy myślę o Albanii, widzę kontrasty, uśmiechniętych ludzi, widoki których się nie zapomina i momenty „o jak dobrze, że tu przyjechałam”. Lub „czemu nikt mi wcześniej nie powiedział, że Albania to taki sztos?!”

I chyba tak właśnie kończy się ta rozmowa. Na pół kroku od planowania własnej przygody.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Magdalena Kwak

Magdalena Kwak

Jestem miłośniczką zdrowego stylu życia i gotowania, a moja kuchnia to miejsce, gdzie smak spotyka się z troską o dobre samopoczucie. Wierzę, że zdrowe jedzenie nie musi być nudne ani skomplikowane – wystarczy odrobina kreatywności i dobre składniki. Na moim blogu znajdziesz przepisy pełne smaku, porady dotyczące świadomego odżywiania oraz inspiracje do wprowadzania prostych, ale skutecznych zmian w codziennej diecie. Gotowanie to dla mnie nie tylko obowiązek, ale także przyjemność i sposób na życie, którym chcę się z Tobą dzielić!

Podobne artykuły

Co przywieźć z Estonii? Nowoczesne pamiątki i regionalne wyroby

Co przywieźć z Estonii? Nowoczesne pamiątki i regionalne wyroby

Zastanawiasz się, co przywieźć z Estonii? Choć ten najmniejszy z krajów bałtyckich kojarzy się dziś głównie z zaawansowaną cyfryzacją i nowoczesnymi technologiami, to jego najwspanialsze skarby kryją się w głębokiej tradycji, dziewiczej naturze oraz genialnym,...