Zdarzyło Ci się kiedyś zapisać wielki cel na Nowy Rok, a potem, zanim się obejrzałaś (albo obejrzałeś), było już lato – i… nic? Cel ani drgnął, a Ty może miałaś dobre chęci, może i zapał, ale z jakiegoś powodu nie wyszło. Frustrujące, prawda? Nie jesteś sam. W rzeczywistości większość ludzi tak ma. Ja też. Ale dobra wiadomość jest taka, że najczęściej nie chodzi o brak motywacji czy “lenistwo” – to wynik kilku typowych błędów, które popełniamy zupełnie nieświadomie. I o nich właśnie dziś pogadamy. Spokojnie, bez oceniania – bardziej jak rozmowa przy kawie niż coachingowy wykład.
Nie do końca wiesz, czego tak naprawdę chcesz
To może zabrzmieć dziwnie, bo wydaje się oczywiste: przecież wiesz, czego chcesz. Ale czy na pewno? Jesteśmy mistrzami w powtarzaniu ogólników: chcę być szczęśliwsza, chcę schudnąć, chcę mieć więcej pieniędzy. Ale co to tak naprawdę znaczy? Jak wygląda to „szczęście”? Ile chcesz schudnąć – 5, 10, 20 kilo? Co zrobisz z dodatkowymi pieniędzmi, jeśli się pojawią?
Często stawiamy sobie cele, które są tak rozmyte albo tak nieskonkretyzowane, że trudno jest ocenić, czy w ogóle się do nich zbliżamy. W moim przypadku było tak z pisaniem książki. „Chcę napisać książkę” – przez długi czas to był mój główny cel. Ale nie miałam pojęcia, o czym ona dokładnie ma być, kiedy chcę ją skończyć, jak zamierzam się za to zabrać. Więc nic dziwnego, że to wisiało nade mną jak chmura bez deszczu. Dopiero gdy usiadłam i rozpisałam konkretne kroki – temat, plan pracy, terminy – coś ruszyło.
Co możesz zrobić?
Zacznij od wyjścia poza ogólniki. Zamiast „chcę schudnąć”, powiedz „chcę schudnąć 7 kilo do końca sierpnia, żeby lepiej się czuć w swoim ciele i spokojnie nosić ulubione jeansy”. Im bardziej Twój cel będzie konkretny, tym większa szansa, że coś z nim zrobisz. Twój mózg musi wiedzieć, co ma osiągnąć.
Masz za dużo celów naraz
To mój klasyk. Lista postanowień noworocznych, na której było więcej punktów niż na liście zakupów przed świętami. Chciałam zmienić dietę, zacząć biegać, czytać jedną książkę tygodniowo, medytować codziennie rano… I efekt był dokładnie taki, jak można się spodziewać – z 10 rzeczy może jedna utrzymała się ponad tydzień.
Problem z próbą zmiany wszystkiego naraz jest taki, że nasza głowa po prostu się przeciąża. Nawet jeśli jesteśmy bardzo zmotywowani, to każdy nowy nawyk wymaga energii, a tej mamy ograniczoną ilość. Zwłaszcza po całym dniu pracy, obowiązków, domowych spraw.
Jak sobie z tym poradzić?
Zamiast próbować ogarnąć wszystko, wybierz JEDEN priorytet na dany moment. I na nim się skup przez kilka tygodni. Kiedy stanie się bardziej naturalny, możesz dołożyć kolejny. Wiem, że trudno się powstrzymać, szczególnie, gdy jesteś na fali motywacji. Ale paradoksalnie – im wolniej budujesz, tym szybciej dojdziesz do celu.
Planujesz na idealną wersję siebie
To jest podstępne. Usiadasz z plannerem i pełna zapału wpisujesz: codziennie rano wstaję o 5:30, biegam 5 km, medytuję, jem zdrowe śniadanie i potem jeszcze 3 godziny pracuję kreatywnie. Brzmi pięknie. Tylko że… w rzeczywistości jesteś nocnym markiem, masz dzieci, zimą wolisz spać do 7:00, a poranki to u Ciebie bardziej „zombie mood” niż „zen”.
I znowu: nie chodzi o to, że coś z Tobą jest nie tak. Po prostu planujesz na wersję siebie, którą chciałabyś być, zamiast na tę prawdziwą, istniejącą w świecie z górą prania, zmęczeniem, PMS-em i normalnymi komplikacjami życia.
Co możesz zrobić?
Zacznij planować realistycznie. Dostosuj działania do aktualnego etapu życia, a nie do idealnej wersji z Instagramu. Na przykład: zamiast próbować ćwiczyć codziennie przez godzinę, zacznij od dwóch krótkich treningów tygodniowo. Zobacz, co się da wcisnąć między rzeczy, które już są. Daj sobie przestrzeń.
Brakuje Ci systemu, a nie motywacji
Mamy taką skłonność, żeby wszystko zwalać na brak motywacji. „Nie mam siły”, „nie chciało mi się”, „muszę się bardziej zmobilizować”. Tyle tylko, że motywacja jest jak pogoda – raz jest, raz jej nie ma. A skuteczne działanie nie powinno od niej zależeć.
Co naprawdę robi różnicę? Systemy i nawyki. To one sprawiają, że coś robimy nawet wtedy, kiedy nam się nie chce. To trochę jak z myciem zębów – nie potrzebujesz specjalnego podcastu o szczotkowaniu, po prostu to robisz, bo to stało się rutyną.
Jak wprowadzać systemy?
Zamiast liczyć na przypływ energii, buduj konkretne rytuały. Chcesz zacząć pisać codziennie? Ustal porę – np. codziennie o 20:00 siadasz przy stole na 20 minut. I to już. Nie musisz czekać na „wielką wenę”. Zacznij od małych kroczków, ale regularnych. Naprawdę nie chodzi o wielkość działania, tylko o jego powtarzalność.
Nie masz wsparcia lub środowisko Cię podcina
To może być temat trochę drażliwy, ale bardzo ważny. Czasami nie jest tak, że coś z Tobą jest nie tak – tylko otaczasz się ludźmi, którzy zamiast Cię wspierać, ciągną w dół. Może niechcący. Może „dla żartu”. Może z własnych lęków. Ale to się dzieje.
Pamiętam, kiedy raz powiedziałam bliskim, że chcę rzucić etat i pracować na własny rachunek. Usłyszałam: „No wiesz, stabilność, ubezpieczenie… lepiej nie szalej”. I miałam w głowie ich głosy przez kolejne miesiące. Dopiero gdy znalazłam osóbki, które same przeszły tę drogę – naprawdę coś się odmieniło.
Gdzie szukać wsparcia?
Czasem trzeba delikatnie poszukać innych kręgów. Grupy w internecie, znajomi z podobnymi dążeniami, terapeuta, coach, wspierająca przyjaciółka. Niekoniecznie musisz zmieniać całe otoczenie, ale warto mieć choć jedną osobę, która powiedzie: „Ja w Ciebie wierzę”. To potrafi odmienić wiele.
Problemy z regularnością, czyli perfekcjonizm w przebraniu
Znasz to zdanie: „Skoro dzisiaj już mi się nie udało, to cały tydzień jest stracony”? To jest właśnie perfekcjonizm. Taki cichy, oszukańczy. Jeśli nie robimy czegoś perfekcyjnie, to czujemy, że lepiej odpuścić, niż robić „byle jak”.
To ogromna pułapka. Zamiast iść małymi krokami, wolimy się poddać, bo nie wpisaliśmy się w idealny plan. A życie przecież takie nie jest – zawsze coś wypadnie. Choroba, zmiana planów, gorszy dzień.
Jak wyjść z tej pułapki?
Przestań myśleć zero-jedynkowo. Lepiej zrobić cokolwiek, niż nic. Jeśli nie masz czasu na 30 minut treningu – zrób 5 minut rozciągania. Nie udało się napisać całego rozdziału? Napisz 3 zdania. To wszystko się liczy. Regularność to nie perfekcja. To powrót mimo przerw.
I najważniejsze: nie dajesz sobie wystarczająco współczucia
Być może najważniejszy punkt z całego tego tekstu. Bo często największą przeszkodą nie są złe nawyki czy słaba organizacja – tylko to, jak bardzo potrafimy być surowi wobec siebie. Jak łatwo siebie oceniamy, wyśmiewamy, deprecjonujemy: „znów mi nie wyszło”, „jestem beznadziejna”, „ciągle zawalam”.
A może… czas przestać się ganić i zacząć siebie wspierać? Tak, jakbyś wspierała przyjaciółkę – ciepłym, ludzkim tonem. Zamiast „ale z Ciebie leń” powiedz: „To był trudny dzień. Dobrze, że próbujesz, zacznę od nowa jutro”.
Zmiana jest dużo łatwiejsza, kiedy nie walczysz ze sobą, tylko jesteś po swojej stronie.
To co dalej?
Jeśli dotarłeś do końca – wow, dzięki. Wiem, że temat celów może być przytłaczający, zwłaszcza, jeśli nie pierwszy raz masz wrażenie, że coś nie działa. Ale uwierz mi: to można uporządkować. Najpierw konkretny cel. Potem realne kroki. Minimum na start. Dobry system. Odrobina wsparcia. I dużo, dużo łagodności.
Nie musisz być idealna, żeby się rozwijać. Musisz tylko dać sobie szansę – taką życzliwą, prawdziwą.
A jak u Ciebie – czy któryś z tych błędów jest Ci bliski? Jakie masz sposoby na trzymanie się swoich celów? Będzie mi miło, jeśli podzielisz się w komentarzu. Może pomożesz tym samym komuś, kto też właśnie szuka swojej drogi.





0 komentarzy